Niedawno w sieci trafilam na komentarz o tym, jak malo rozmawiamy. Nie chodzilo tu o rozmowy w rodzinie, czy ze znajomymi - ale o male, byc moze nieistotne, rozmowy z obcymi. Zaczelam sie zastanawiac nad tym, jak bardzo zanika w nas sztuka niezobowiazujacej konwersacji. Niezobowiazujacej, bo w wiekszosci przypadkow o sprawach mialkich. Mysle, ze to wielka szkoda, ze nie potrafimy juz zamienic paru slow z nieznajomymi. takimi spotkanymi w poczekalni, w kolejce do kasy, w poczekalni. Kazdy z nas wtyka nos w telefon, tablet lub ksiazke, ignorujemy ludzi wokol siebie. W ten sposob stajemy sie zbiorowiskiem wyalienowanych jednostek. W UK, gdzie obecnie mieszkam, nadal istnieje zwyczaj tzw 'small talk'. Ot w kolejce do kasy, czy nawet na spacerze, Anglicy lubia zamienic kilka slow - a to o tym, ze deszcz pada, a to o kwiatkach, a to o ptaszkach... tematy niekontrowersyjne, w zasadzie nieistotne ale wiecie, co? Swiat staje sie chociaz na chwile przyjemniejszy. Wraz z zanikiem zwyczaju pogawedki, zanika tez umiejestnosc konwersacji rodzinnej, ba - nawet wspolnego spedzania czasu, czy tez zjedzenia posilku. Na palcach jednej reki policzyc mozna rodziny, w ktorych zasiada sie wspolnie do stolu chocby raz dziennie. Zwykle kazdy je o innej porze, w pospiechu i byle jak, przed komputerem lub telewizorem. Ja w pewnym momencie tez sie zlapalam na tym, ze tak zaczyna wygladac nasze zycie rodzinne. I powiedzialam - dosc! Nakrylam stol w kuchni serweta, zaczelam gotowac obiady - miast gotowcow. Poczatki byly trudne, bo o czym tutaj rozmawiac? 'Synu, co w szkole?.' 'Jak bylo w pracy?'. Ale pomalu rozsmakowujemy sie w tych wspolnych chwilach - bez pospiechu, bez zdenerwowania. Gawedzmy i ucztujmy - swiat nie staje sie moze przez to o wiele lepszy, ale chociaz troche na nim przyjemniej!
No comments:
Post a Comment